Branża gamingowa (GameDev) to dziś jeden z najszybciej rozwijających się sektorów rozrywki na świecie. Globalny rynek gier wideo osiągnął w 2023 roku wartość blisko 188 mld USD (wzrost o ok. 2,6% r/r) i według prognoz do 2026 roku przekroczy 212 mld USD
Dla porównania – to więcej niż roczne przychody przemysłu filmowego czy muzycznego. Również w Polsce rynek gier dynamicznie rośnie – szacuje się, że rodzime spółki gamingowe notowane na giełdzie osiągnęły łączną wycenę ok. 12 mld euro, a polskie studia wydają co roku setki nowych tytułów. Nic dziwnego, że inwestorzy indywidualni coraz chętniej szukają sposobów, jak skorzystać na tym trendzie.
W tym artykule przyjrzymy się różnym możliwościom inwestowania w branżę gamingową: od zakupu akcji topowych firm, przez fundusze ETF na gaming i e-sport, aż po alternatywne formy finansowania gier jak crowdfunding. Omówimy również perspektywy wzrostu rynku, specyfikę dużych korporacji vs małych studiów oraz związane z tym szanse i ryzyka.
Jednym z podstawowych sposobów inwestowania w sektor gier jest zakup akcji spółek gamingowych. Inwestor ma tu do wyboru zarówno polskie firmy notowane na GPW, jak i globalne koncerny z branży GameDev notowane na giełdach zagranicznych. Można to zrobić tradycyjnie, kupując akcje na giełdzie lub poprzez kontrakty CFD na akcje, które oferuje wielu brokerów online.
CD Projekt – Największa polska spółka gamingowa, znana z bestsellerowej serii Wiedźmin oraz gry Cyberpunk 2077. Sukces Wiedźmina 3 wywindował CD Projekt do grona najwyżej wycenianych producentów gier w Europie, choć premiera Cyberpunka w 2020 roku pokazała też ryzyka (problemy techniczne gry spowodowały spadek kursu akcji). Mimo wzlotów i upadków, CD Projekt pozostaje flagową firmą polskiego GameDev, a jej akcje cieszą się dużą płynnością na GPW.
Ten Square Games – Wrocławski producent gier mobilnych free-to-play. Spółka odniosła sukces dzięki takim tytułom jak Fishing Clash czy Let’s Fish, zdobywając miliony graczy na całym świecie. Ten Square Games generuje przychody głównie z mikrotransakcji w grach mobilnych i regularnie raportuje solidne zyski. Jej akcje zadebiutowały na GPW w 2018 roku i od tego czasu przyciągają inwestorów szukających ekspozycji na segment gier mobilnych.
PlayWay – Nietypowy przypadek spółki gamingowej – to firma pełniąca rolę wydawcy i inwestora dla dziesiątek mniejszych studiów deweloperskich. PlayWay słynie z całej gamy symulatorów i niszowych gier o zaskakującej popularności (Car Mechanic Simulator, House Flipper, Cooking Simulator i wiele innych). Model biznesowy PlayWay opiera się na szerokim portfolio tańszych produkcji o wysokiej rentowności. Spółka regularnie dzieli się zyskami z akcjonariuszami w formie dywidend. Inwestycja w PlayWay daje dostęp do potencjału wielu projektów naraz, choć sukces zależy od utrzymania stale wysokiej jakości i zainteresowania graczy kolejnymi symulatorami.
Warto dodać, że na GPW notowanych jest znacznie więcej spółek z sektora GameDev – m.in. 11 bit studios (twórcy This War of Mine i Frostpunk), Creepy Jar (Green Hell), Huuuge Games (gry mobilne typu social casino) i dziesiątki pomniejszych studiów na rynku NewConnect. Świadczy to o sile polskiej branży gamingowej – doczekała się ona nawet własnego indeksu giełdowego WIG.Games, grupującego największe spółki sektora od 2019 roku.
Electronic Arts (EA) – Amerykański gigant gier, znany z serii sportowych (m.in. FIFA obecnie jako EA Sports FC, Madden NFL) oraz hitów takich jak The Sims, Battlefield czy Apex Legends. EA to jedna z największych firm gamingowych na świecie, notowana na NASDAQ. Posiada zdywersyfikowany portfel gier i silne marki, generując stabilne przychody zarówno ze sprzedaży gier, jak i usług live (tryby online, dodatkowa zawartość). Inwestorzy cenią EA za względnie przewidywalny biznes oparty na corocznych premierach gier sportowych oraz dużą bazę lojalnych graczy.
Activision Blizzard – Kolejny amerykański lider branży, wydawca m.in. serii Call of Duty, World of Warcraft, Diablo, a poprzez przejęcie King także hitów mobilnych pokroju Candy Crush Saga. Firma powstała z połączenia Activision i Blizzard, łącząc gry AAA z segmentem gier online (Blizzard) i mobilnym. Jej akcje były notowane na NASDAQ do 2023 roku – wówczas spółkę przejął Microsoft za ponad 68 mld USD, co było głośnym wydarzeniem w branży. Activision Blizzard przed przejęciem regularnie wypłacał dywidendy i miał ugruntowaną pozycję rynkową, choć zmagał się też z wyzwaniami (np. opóźnienia premier czy kontrowersje wizerunkowe). Teraz, będąc częścią Microsoftu, pośrednia ekspozycja na tę firmę możliwa jest przez zakup akcji Microsoft, lecz warto wspomnieć ją jako przykład siły sektora gamingowego.
Ubisoft – Francuski wydawca gier notowany na giełdzie Euronext w Paryżu. Ubisoft stworzył wiele znanych serii, m.in. Assassin’s Creed, Far Cry, Just Dance czy Rayman. Jest to jedna z największych firm gamingowych w Europie. Inwestorzy doceniają bogate portfolio IP (marek gier), ale spółka miewa okresy zmienności – np. opóźnienia kluczowych tytułów lub mieszane recenzje potrafią wpływać na kurs. W ostatnich latach Ubisoft zmaga się z rosnącą konkurencją i koniecznością dostosowania modelu biznesowego (free-to-play, gry usługowe), co czyni inwestycję w jego akcje ciekawą, choć nie pozbawioną ryzyka.
Oprócz powyższych, globalny rynek oferuje akcje innych gamingowych korporacji: Take-Two Interactive (właściciel Rockstar Games, twórców Grand Theft Auto), Nintendo (ikoniczna japońska firma gier i konsol), Sony i Microsoft (choć to konglomeraty technologiczne, znaczące części ich przychodów pochodzą z gamingu – PlayStation i Xbox). Wybór jest szeroki, a każdy gracz ma inną specyfikę biznesu, co warto wziąć pod uwagę przy inwestowaniu.
Chcąc inwestować w wymienione spółki, możemy kupić akcje bezpośrednio na właściwej giełdzie (np. polskie na GPW poprzez rachunek maklerski w kraju, zagraniczne poprzez brokera dającego dostęp do giełd USA czy Europy). Coraz popularniejszą opcją są jednak CFD (Contracts for Difference) na akcje gamingowe, oferowane przez brokerów. Kontrakt CFD odzwierciedla cenę akcji bazowej, umożliwiając zarówno grę na wzrosty, jak i na spadki (tzw. krótka sprzedaż) oraz zastosowanie dźwigni finansowej. Dla inwestora oznacza to, że może osiągać zyski zarówno przy zwyżkach, jak i spadkach kursów oraz wykorzystać lewar do zwiększenia ekspozycji. CFD dają też łatwy dostęp do spółek z różnych rynków bez posiadania fizycznie akcji.
Trzeba jednak pamiętać, że handel z dźwignią niesie wyższe ryzyko – nieodpowiednio użyta może spotęgować straty. Początkującym inwestorom zazwyczaj zaleca się ostrożność z CFD i dokładne zrozumienie mechanizmu, zanim zaczną z nich korzystać. Niemniej jednak kontrakty te stanowią ciekawą alternatywę lub uzupełnienie klasycznego portfela akcji gamingowych.
Nie każdy inwestor chce samodzielnie wybierać pojedyncze spółki z branży gier. Dla tych, którzy wolą szerszą dywersyfikację w jednym kroku, atrakcyjnym rozwiązaniem są ETF-y tematyczne skupione na gamingu i e-sporcie. ETF (Exchange Traded Fund) to fundusz notowany na giełdzie, który śledzi określony indeks lub koszyk spółek – w tym przypadku związanych z rynkiem gier wideo i e-sportu. Inwestując w jednostki takiego ETF, zyskujemy ekspozycję na dziesiątki firm z sektora jednocześnie, co zmniejsza ryzyko wpadki na pojedynczej spółce.
Poniżej kilka popularnych ETF-ów gamingowych
ETF wystartował pod koniec 2019 roku i szybko zyskał na popularności, osiągając ponad 0,8–1 mld USD aktywów. Opłata za zarządzanie (TER) wynosi ok. 0,50%. Dzięki globalnemu zasięgowi i ograniczeniu wagi pojedynczych spółek, HERO zapewnia dość zrównoważoną ekspozycję na cały ekosystem gamingowy.
ESPO – VanEck Video Gaming and eSports ETF: ETF od firmy VanEck, śledzący indeks MVIS Global Video Gaming and eSports. Jest bardzo zbliżony profilem do HERO – również skupia światowych liderów branży gier i e-sportu. ESPO ma nieco węższy portfel, około 25 największych spółek gamingowych,przez co jest bardziej skoncentrowany na dużych podmiotach (więcej spółek o megakapitalizacji, mniejszy udział firm średnich). Regionalnie fundusz jest mocniej nastawiony na rynek amerykański (ok. 36% aktywów). Jego roczny koszt zarządzania to ok. 0,55%. W praktyce ESPO i HERO zachowują się podobnie – różnice dotyczą głównie liczby spółek w portfelu i delikatnych różnic w ich wagach. Dla inwestora oba stanowią wygodny sposób, by inwestować w trend wzrostu gamingu bez selekcjonowania pojedynczych akcji.
GAMR – Wedbush ETFMG Video Game Tech ETF: Najdłużej istniejący z wymienionych ETF-ów (uruchomiony w 2016 r.), skupiający się na spółkach związanych z technologią gier wideo. GAMR jest najszerszy pod względem liczby komponentów – w koszyku ma aż ok. 90 spółek powiązanych z gamingiem. Obejmuje nie tylko deweloperów i wydawców gier, ale też firmy wspierające branżę (np. dystrybutorów, detalu gamingowego, producentów podzespołów). Fundusz jest jednak relatywnie mały (ok. 100 mln USD aktywów) i ma najwyższy koszt – opłata za zarządzanie wynosi 0,75% rocznie. Warto zauważyć, że GAMR ma specyficzne alokacje – przez pewien czas około 1/4 portfela stanowiły akcje sieci sklepów GameStop, co czyniło wyniki funduszu dość nietypowymi. Mimo tych osobliwości, GAMR oferuje bardzo szeroką ekspozycję na cały „ekosystem” rynku gier. Może zainteresować inwestorów, którzy chcą objąć także mniejsze, niszowe firmy z branży.
Przy inwestowaniu w ETF-y gamingowe warto sprawdzić, na jakiej giełdzie są notowane i czy nasz broker daje do nich dostęp. Większość z powyższych to fundusze notowane w USA, ale bywają dostępne odpowiedniki na rynkach europejskich. Alternatywnie niektórzy brokerzy oferują również CFD na ETF-y, co pozwala spekulować na ich wartości z dźwignią. ETF-y tematyczne wiążą się z ryzykiem wahań (są uzależnione od koniunktury w jednym sektorze), ale dla wielu inwestorów stanowią atrakcyjny sposób na zdywersyfikowane inwestycje w trend gamingowy i e-sportowy.
Innym sposobem zaangażowania się w branżę gamingową jest crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe projektów gier przez graczy i fanów. W modelu crowdfundingowym to społeczność wykłada środki na rozwój gry, zazwyczaj w zamian za pewne nagrody (np. egzemplarz gry po wydaniu, unikalne bonusy w grze, gadżety). Mamy też wiele przykładów tzw. equity crowdfundingu, czyli crowdfundingu udziałowego. W odróżnieniu od klasycznego crowdfundingu na platformach takich jak Kickstarter, w equity crowdfundingu inwestorzy otrzymują realne udziały lub akcje w firmie, stając się udziałowcami. Można w ten sposób nabyć akcje spółek gamingowych, które dopiero planują wejście na giełdę w przyszłości.
Branża gamingowa oferuje inwestorom duży potencjał, ale wiąże się także z pewnymi wyzwaniami. W tej części przyjrzymy się ogólnym trendom rynkowym (globalnie i lokalnie), porównamy specyfikę dużych korporacji gamingowych i małych niezależnych studiów z punktu widzenia inwestora, a także omówimy kluczowe szanse oraz ryzyka związane z inwestowaniem w GameDev.
Statystyki pokazują wyraźnie, że gry wideo to sektor o ogromnej skali i nadal rosnącej dynamice. Globalne przychody branży gier, jak wspomniano, sięgają już niemal 200 mld USD rocznie i mają dalej rosnąć. Co napędza ten wzrost? Przede wszystkim coraz większa liczba graczy na świecie – szacuje się, że około 3 mld ludzi gra w gry (przynajmniej mobilne), a wraz z upowszechnieniem smartfonów gaming stał się rozrywką masową dostępną praktycznie dla każdego. Segment mobilny stanowi obecnie niemal połowę przychodów branży (w 2023 ok. 92 mld USD pochodziło z gier mobilnych). Rosną też przychody gier konsolowych (ok. 56 mld USD w 2023), napędzane premierami nowych generacji konsol i hitowych tytułów. Regionem dominującym pod względem wartości rynku gier jest Azja (zwłaszcza Chiny i Japonia), ale Europa i Ameryka Północna również mają po kilkadziesiąt miliardów dolarów przychodów rocznie
W Polsce rynek gamingowy rozwija się równie imponująco, choć w innej skali. Ciekawostką jest fakt, że Polska stała się czwartym największym eksporterem gier wideo na świecie. Tytuły stworzone nad Wisłą (jak Wiedźmin, Dying Light, Cyberpunk) trafiają do graczy globalnie. W kraju działa blisko 500 studiów developerskich, zatrudniających ponad 15 tysięcy osób.
Trendy globalne, takie jak wzrost popularności e-sportu, gry jako usługi (Game-as-a-Service z ciągłymi aktualizacjami i mikropłatnościami) czy rozwój technologii VR/AR i chmury, znajdują odzwierciedlenie także na naszym rynku. Perspektywy wzrostu pozostają mocne – według analityków do 2028 roku wartość globalnego rynku gamingowego może osiągnąć nawet 250–260 mld USD. Gry coraz skuteczniej konkurują o czas i pieniądze konsumentów z innymi mediami (w 2023 na gry wydano więcej niż na streaming video i kina razem wzięte). Dla inwestorów oznacza to, że branża jako całość ma tendencję wzrostową w długim terminie, choć oczywiście mogą zdarzać się lata stagnacji czy korekty (np. okres po pandemii, gdy boom trochę wyhamował).
Sektor gier jest bardzo zróżnicowany pod względem wielkości i profilu działających w nim firm. Z jednej strony mamy gigantów – globalne korporacje notowane na giełdach, z tysiącami pracowników i wielomiliardowymi przychodami. Do tej grupy zaliczają się wspomniane wcześniej firmy jak EA, Activision Blizzard, Ubisoft, a także np. Nintendo, Microsoft (Xbox) czy Sony (PlayStation). Z drugiej strony istnieją setki mniejszych, niezależnych studiów (tzw. indie), często zatrudniających kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, skupionych na pojedynczych projektach. Inwestowanie w te dwie kategorie różni się znacząco.
Duże spółki gamingowe oferują względnie większą stabilność i przewidywalność. Mają zazwyczaj zdywersyfikowane portfolio gier – jeśli jedna premiera okaże się średnio udana, firma opiera się na innych tytułach lub źródłach przychodów (np. sprzedaż gier z katalogu, dodatki, abonamenty jak EA Play, wpływy z reklam w grach mobilnych itp.). Takie firmy dysponują też sporymi rezerwami gotówki i mogą inwestować w nowe technologie, marketing czy przejmować inne studia, by utrzymać konkurencyjność. Dla inwestora oznacza to mniejsze ryzyko bankructwa czy gwałtownej utraty wartości – mało prawdopodobne, by np. EA czy Nintendo nagle zniknęły z rynku. Z drugiej strony, duże korporacje rosną już wolniej – osiągnęły taką skalę, że podwojenie wartości w rok jest mało realne. Stają się często „maszynkami” od generowania w miarę stabilnych zysków (czasem dzielonych w dywidendach), ale bez fajerwerków. Ich akcje mogą być mniej zmienne niż w przypadku małych studiów, co dla niektórych inwestorów jest zaletą, a dla innych wadą (mniejsza szansa na spektakularne zyski w krótkim czasie).
Małe i średnie studia gamingowe, zwłaszcza te dopiero rozwijające swój pierwszy większy projekt, to z kolei inwestycje typu wysokie ryzyko – wysoka nagroda. Jeśli niewielka spółka wyda hitową grę, jej wartość potrafi eksplodować wielokrotnie. Przykładem może być polskie 11 bit studios, które po sukcesie This War of Mine i Frostpunk przez kilka lat od debiutu giełdowego urosło o kilkuset procent, stając się średniej wielkości spółką z solidnymi fundamentami. Podobnie Creepy Jar – po udanej grze Green Hell kurs akcji wystrzelił, wynosząc firmę na wyższy poziom wyceny. Jednak inwestując w małe podmioty trzeba pamiętać, że często cały ich los zależy od jednego tytułu. Wystarczy, że premiera zostanie źle przyjęta albo kilkukrotnie opóźniona, a notowania runą. Mniejsze studia mają też ograniczone zasoby – jedna pomyłka może je kosztować płynność finansową. Na GPW widzieliśmy przypadki firm gamingowych, których kursy najpierw rosły na fali oczekiwań, by potem gwałtownie spaść, gdy gra nie spełniła oczekiwań (np. niesławne porażki kilku mniejszych debiutantów gamingowych w ostatnich latach). Inwestor wybierający małe studio powinien więc albo bardzo dobrze znać branżę i potencjał danego projektu, albo dywersyfikować na tyle, by ewentualna klapa jednej firmy nie zrujnowała portfela.
Podsumowując, duże firmy gamingowe nadają się dla tych inwestorów, którzy szukają ekspozycji na gaming z mniejszą zmiennością i dłuższym horyzontem, podczas gdy inwestycje w niezależne studia mogą być atrakcyjne dla lubiących spekulację i wysoki potencjał wzrostu, gotowych zaakceptować większe ryzyko. Rozsądnym podejściem bywa łączenie obu – np. trzon portfela stanowią akcje renomowanych spółek lub ETF na cały sektor, a niewielką część stanowią bardziej ryzykowne „perełki” o dużym potencjale.
Na koniec warto przeanalizować ogólne zalety i zagrożenia inwestowania w branżę gamingową, które każdy inwestor powinien rozważyć w swojej strategii:
Wysoki wzrost i innowacyjność sektora: Gaming to wciąż młoda branża technologiczna, która dynamicznie się rozwija. Pojawiają się nowe platformy (VR, streaming gier z chmury), modele biznesowe (gry free-to-play z mikrotransakcjami, abonamenty typu Xbox Game Pass) oraz rynki (np. ekspansja gier w krajach rozwijających się). Inwestor uczestniczy w jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów, który nie stoi w miejscu.
Rosnąca baza odbiorców: Każde kolejne pokolenie wychowuje się z grami, a granie przestało być niszą – średni wiek gracza to już ponad 30 lat. Młodzi traktują gry jako główną formę rozrywki, co oznacza, że wydatki konsumentów na gaming mogą rosnąć kosztem innych mediów. E-sport i streaming rozgrywki (Twitch, YouTube) napędzają dodatkowo zainteresowanie. Ten długoterminowy trend demograficzny sprzyja spółkom gamingowym – popyt na ich produkty ma solidne podstawy.
Możliwość ponadprzeciętnych stóp zwrotu: Udało się trafić w „następnego Wiedźmina” czy hit na miarę Fortnite? Inwestorzy, którzy wcześnie zainwestują w firmę stojącą za wielkim przebojem, mogą liczyć na wielokrotny wzrost wartości. Branża gier ma przykłady spektakularnych rajdów kursów po sukcesach premier. Ponadto gaming bywa odporny na niektóre cykle koniunkturalne – w okresach spowolnienia ludzie i tak szukają tańszej rozrywki w domu (np. gry), co może stabilizować przychody firm.
Dywersyfikacja portfela: Dodanie ekspozycji na sektor gier może poprawić dywersyfikację portfela inwestora technologicznego. Gaming łączy cechy spółek technologicznych i medialnych, przez co jego korelacja z innymi sektorami bywa ograniczona. Ponadto część spółek gamingowych wypłaca dywidendy (np. Nintendo, wielu polskich producentów jak PlayWay), co zapewnia dodatkowy dochód.
Wysoka zmienność i wrażliwość na wydarzenia: Kursy akcji producentów gier potrafią gwałtownie reagować na informacje o opóźnieniach premier, recenzje nowych tytułów czy wyniki sprzedaży w pierwszych tygodniach. Przykładowo, przesunięcie daty wydania ważnej gry o kilka miesięcy lub słabe oceny od graczy/recenzentów mogą wywołać kilkunastoprocentowe spadki notowań w krótkim czasie. Inwestor w gaming musi być gotowy na nerwowe momenty i dynamiczne korekty.
Duże koszty produkcji i presja sukcesu: Tworzenie gier AAA (największych hitów) to przedsięwzięcie kosztujące dziesiątki, a nawet setki milionów dolarów. Firma wydająca taką grę często przez kilka lat inwestuje środki bez pewności zwrotu. Wystarczy jedna porażka komercyjna, by nadwyrężyć kondycję finansową spółki. Nawet mniejsze studia, choć operują na niższych budżetach, często stawiają wszystko na jedną kartę. Ryzyko, że gra nie sprzeda się zgodnie z oczekiwaniami, jest zawsze obecne.
Zmienność gustów graczy i konkurencja: Branża gier podlega trendom – to, co modne dziś (np. gatunek battle royale czy gry survivalowe), jutro może stracić popularność. Konkurencja o uwagę graczy jest ogromna, a bariera wejścia dla nowych twórców stosunkowo niska (szczególnie na PC i platformach mobilnych). Inwestując w gaming, musimy śledzić, czy dana firma nadąża za trendami i czy jej portfolio nie zestarzeje się. Wystarczy spojrzeć na boom na gry muzyczne (Guitar Hero, Rock Band) dekadę temu i ich nagły zmierzch – inwestorzy takich firm zostali z niczym, gdy moda przeminęła.
Regulacje i czynniki zewnętrzne: Choć gry to biznes globalny, może on podlegać lokalnym regulacjom. Np. w Chinach rząd ograniczył czas gry dla nieletnich i wprowadził surowe przepisy dla nowych gier online, co odbiło się na wynikach firm działających na tym rynku. W Europie pojawiają się dyskusje nad ograniczeniem mechanizmów lootbox (płatne paczki z losową zawartością w grach) jako potencjalnie hazardowych. Pandemia COVID-19 najpierw wywołała boom (ludzie masowo grali w lockdownach), ale później zaburzyła produkcję gier (opóźnienia). Takie czynniki mogą wpływać na cały sektor lub poszczególne spółki.
Przewartościowanie niektórych aktywów: W okresach euforii inwestorzy potrafią windować wyceny spółek gamingowych do bardzo wysokich poziomów (współczynniki Cena/Zysk daleko powyżej średniej rynku). Jeśli oczekiwania się nie materializują, spadki mogą być bolesne. Przykład: przed premierą Cyberpunk 2077 kapitalizacja CD Projekt sięgała astronomicznych poziomów, by po rozczarowaniu graczy spaść o kilkadziesiąt procent. Ważne jest więc, by analizować fundamenty i nie kupować „na szczycie hypu” bez namysłu.
Inwestowanie w branżę gamingową może być zarówno dochodowe, jak i ekscytujące, zwłaszcza dla osób pasjonujących się grami. Sektor ten oferuje wiele opcji – od względnie stabilnych, globalnych firm po ryzykowne, ale rokujące startupy oraz nowoczesne instrumenty inwestycyjne jak ETF-y tematyczne.
Kluczem jest dywersyfikacja i świadome zarządzanie ryzykiem. Warto łączyć różne formy inwestowania (akcje, fundusze, crowdfunding) w zależności od swojego profilu i zainteresowań. Branża gamingowa będzie prawdopodobnie nadal rosła w siłę, zarówno globalnie, jak i w Polsce, ale jak każda inwestycja – wymaga odrobiny wiedzy i zdrowego rozsądku.